28.04.2014

Od projektu do wykonania

Od projektu do wykonania mija różny czas. Czasami jest to kilka dni a czasami kilka miesięcy w zależności od wielu czynników tj. pomysłu na konstrukcję i jej wykonane, naniesienie ewentualnych poprawek, albo rzucenie konstrukcji do tych nie udanych lub do przemyślenia. Czasami też zarzucamy wykonanie projektu. Jak już stworzymy konstrukcje kroju idzie z górki, ale też może iść pod górę, pn. nie te tkaniny lub zupełnie nie ta konstrukcja do projektu. Gdy przeszliśmy pomyślnie ten etap pozostaje szycie i wykończenie. Tu też można napsuć sobie krwi, np. tkanina w kwiatki okazała się luźno tkana, więc na łączeniu tkanin potrzebowałam lepszego usztywnienia, zabezpieczenia brzegów materiału by tkanina nie snuła się. Czarna tkanina była dość śliska, więc musiałam szyć ją tak by w szwach nie marszczyła się jak ściągnięty atłas, tafta itp... nie chwiałabym ściągniętej sukienki jak sznurki na baleronie. Tak kiepsko zszyte sukienki spotykam szczególnie na weselach, takie błyszczące, pościągane, pomarszczone. Tym sposobem projekt wykonałam, jestem bardzo zadowolona. Pozostaje mi czekanie jak mój ukochany cyknie kilka moich zdjęć w sukience. PS. Na mnie sukienka z tyłu nie marszczy się. Manekin nie ma jędrnej pupy, w ogóle jej nie ma :)










26.04.2014

Poprawki w konstrukcji

Wprowadziłam dość duże zmiany w konstrukcji w związku z posiadaniem biustu:) Po upięciu papierowej formy na manekinie nie udało mi się całkowicie ukryć zaszewki piersiowej w łączeniu tkanin. Natomiast samego cięcia nie chciałam umiejscawiać niżej niż narysowałam to w projekcie. Poszłam na kompromis i wprowadziłam dwie zaszewki wychodzące z cięcia francuskiego kolejnej części przodu. Tak więc przód jest trzyczęściowy a tył bez zmian. Na zdjęciu nr 2 poprawki naniesione na czerwono. Po wybraniu dzianiny nie istniałby taki problem, niestety ładnych dzianin  nie było, a szkoda by leżały zakupione tkaniny.




19.04.2014

Marzenia...

Marzenia... do czego zmuszamy się by je spełniać, z czego potrafimy zrezygnować? Kiedy pojawia się ta myśl: "chcę tego, chcę to osiągnąć, nie chcę już dłużej tak żyć, nie chcę ociągać się z podjęciem najważniejszych decyzji", a może podjęliśmy decyzję już bardzo dawno temu ale przeciwności losu, przeciwności życia sprawiły, że wówczas te marzenia nie były realne, a teraz jest choć cień nadziei. Dlaczego tak bardzo kurczowo trzymamy się swoich marzeń, dlaczego rezygnacja z nich wpędza nas z monotonię, rutynę życia codziennego? Czy wtedy powstaje problem dom-praca, praca-dom? Ilu znamy ludzi zrezygnowanych, nie wierzących w siłę marzeń, tzw. Zombi? Czy chcemy zrezygnować jak to zrobili owi Zombi? Dlaczego porzuciwszy marzenia wmawiamy swoim dzieciom, potem wnukom, że warto za nimi gonić, mocno w nie wierzyć, skoro sami jesteśmy złym tego przykładem? Czy warto rezygnować z rodziny dla marzeń? Dlaczego jedni rezygnując z prorodzinnego stylu życia, goniąc za marzeniami są nazywani egoistami, lekkoduchami, marzycielami? Czy to źle być konsekwentnym w dążeniu do ich realizacji? Dlaczego drudzy zakładający rodziny są nazywani: matka polka, tatusiek. Dlaczego tym co się udało mówimy, że mu mamuś i tatuś dal? Jesteśmy aż tak zawistni, że żałujemy każdemu, któremu się udało? Dlaczego osoba, która nie jest zawistna, a ciężko pracuje na swoje jest uważana za dziwną? Dlaczego w XXI wieku nie można w dalszym ciągu decydować o swoim życiu, nie będąc wytykanym przez zrezygnowanych? Dlaczego rezygnujemy z marzeń, zakładamy rodziny a w trakcie świąt siedzimy na necie? Czy nie potrafimy już spędzać z ukochanym i dziećmi tych dni wolnych? Czy w takim bądź razie warto było porzucać marzenia? Dlaczego w obecnych czasach właśnie single najlepiej wykorzystują życie i z uporem maniaka dążą do realizacji marzeń? Dlaczego ci pierwsi nie lubią tych drugich i na odwrót? Czy to wszytko związane jest z możnością lub nie możnością realizowania się, a co za tym idzie urealniania swoich marzeń? Jaki nas los czeka? Jakie życie?
Sponsorem mojej nieobecności na blogu są moje marzenia :) Powolutku realizuję jedno z nich, małymi krokami, byleby do celu :) Nie pochwalę się, bo zapeszę, może kiedyś, później ...
Wesołego Dyngusa